Mylog działa!!! >> wtorek, 6 stycznia 2009 23:55:59
Nie wierzę. Mylog działa!
A ja już całkiem zwątpiłam. I założyłam nowego bloga:
karola-yn.blog.pl
I nawet już zdążyłam go polubić. Chociaż brakowało mi trochę komentarzy, bo tutaj czasem ktoś zaglądał, a tam to już nikt...
Ale chyba zostanę przy blog.pl. Bo ten mylog to bardzo niepewny grunt...
Z drugiej strony (On the other hand... :D wzięłam się trochę za angielski, bo postanowiłam już ostatecznie, że będę zdawać rozszerzony angielski pisemny i ustny. Wiem, że jedno wyrażenie nijak odwzorowuje moje umiejętności językowe, aczkolwiek chciałam pokazać, co się aktualnie dzieje w mojej pokręconej głowie. Mianowicie coraz częściej zdarza mi się myśleć po angielsku... Naprawdę.) mylog to cała trzyipółletnia historia i skopiowanie tego zajęłoby sporo czasu...
Właśnie uczę się informatyki, czarno widzę mój jutrzejszy sprawdzian, szczególnie, że za 5 i pół godziny muszę wstać, a przede mną jeszcze sporo pracy... Ech, masakra...
Jeszcze tylko chciałam napisać, że od ostatniej notki tutaj (30 XI) sporo się wydarzyło. Ale chyba co najważniejsze napisałam na karola-yn.blog.pl. Wiem, beznadziejny adres, ale jak się czyta "karolajn" to nie taki tragiczny ;p
komentarze [1]Andrzejki >> niedziela, 30 listopada 2008 22:02:26
Długo oczekiwane. Ostatecznie dosyć spontaniczne. Inne. Ale niesamowicie udane :D
Przed andrzejkami spotkałam się z Kamilem, więc już na wejściu miałam świetny humor ;p I była moja Kasia.
A teraz najważniejsze. WRÓŻBY :D
Z moich nie jestem do końca zadowolona. Chociaż zabawa była boska :D
Tak w skrócie:
- wyjdę za mąż w wieku 18 lat (za rok, hihi)
- za weterynarza (moje wróżby były utrzymane w konwencji faunyjskiej-faunistycznej-faunystycznej-zwierzęcej-niech-żyje-słowotwórstwo ;p), już w zeszłym roku z wosku mi wyszedł weterynarz, w wannie;
- będę się zajmować (ja albo mój ukochany) elektrownią (jakieś tajemnicze hasła typu: odmiana węgla na g-, jakiś schemat elektrowni itp.)
- w tym roku z wosku wyszły mi trojaczki owinięte pępowiną (chociaż nikt owej mojej wizji nie podzielał ;p)
- i Tatar
- i bucik (chyba tatarski)
- i rak- łabądź
- i teraz najlepsze: parabola. Dosłownie wywróżyło mi się związek z matematyką: wykres funkcji, zarządzanie finansami... ;D
Kasia będzie miała francuskiego artystę w wannie, w swojej łazience w kuchni, ze świetlówką. I będzie mądra.
Paula to już standardowo. Afryka, wielbłąd, dziecko, pępowina, łożysko... Aż się przeraziłyśmy jak jej to łożysko (ew. macica) z wosku wyszło... I jeszcze Rumunia i Karta Narodów Zjednoczonych, czy coś takiego. I najlepsze - Arab ją utopi ;p
Uli wróżby utrzymywały się w klimatach patriotyzmu i obrony ojczyzny, a zaczęło się od małego terrorysty... I oczywiście Hiszpan z Czarnolasu!
Kasia P będzie ciągle podróżować i generalnie powinna zdawać geografię na maturze. Przeznaczenie.
Natalia to trochę w klimacie medycyny (Fleming, Koch... no i zeszłoroczny polip ;p) i raz była baaaardzo blisko hasła "Niemcy".
I na koniec nasza wspólna wróżba z wosku.
Któraś z dziewczyn: "Nasza wspólna przyszłość!!!"
Paula, po spojrzeniu na ulany z wosku kształt: "Wielkie nic..."
Hehe...
Ostatecznie uznałyśmy, że to jednak mózg. "Ale nasz wspólny?" -najlepsze pytanie...
Tyle zapamiętałam. Jak sobie coś jeszcze przypomnę to dopiszę.
Podsumowując:
BYŁO CUUUDNIE!!!
Już czekam na kolejne andrzejki!!!
komentarze [1]Pozytywnie ;) >> wtorek, 18 listopada 2008 00:17:36
To chyba będzie jedna z niewielu notek o takim pozytywnym zabarwieniu :).
A to wszystko za sprawą Kamila :* Zwykła rozmowa, a potrafi wprawić człowieka w taki dobry nastrój. Uśmiecham się już chyba od dwóch godzin... ;)
Ech... ;)
Już po północy, a ja nie śpię. Standard. Ale dzisiaj się właściwie niczego nie uczyłam, po prostu odrabiam lekcje i siedzę na gg. Tekst Marcina:
"umiesz wiecej niz ja z paula razem wzieci" (po tym jak mówiłam, że nie umiem niemca)
"idz spac a nie bedziesz sie przejmowac jakimis lekcjami"
:D:D super
Piszę, żeby udokumentować mój pozytywny nastrój, jakże rzadki, szczególnie w trakcie roku szkolnego ;).
Niech każdy, kto przeczyta tę notkę, uśmiechnie się chociaż na chwilkę ;)))
komentarze [3]Krótkie notatki >> piątek, 31 października 2008 22:45:39
Dawno nie pisałam, często mylog nie działał. Jakoś tak zeszło. Generalnie sporo się działo od ostatniej notki.
Na początek Lublin. Bardzo mi się tam podobało. Bardzo dużo zieleni, długie ulice ;p i świetne centrum handlowe Plaza Lublin ;DD I osiedle, na którym mieszka Kasia też mi się podobało. I nawet w kościele tam byłyśmy, jest bardzo ładny, ale mało w nim młodych ludzi. Kasia mówi, że jej dopiero teraz zaczyna się to miasto podobać. Jak dla mnie jest miłe i spokojne. Generalnie wycieczka mi się udała :D No i przywiozłam ze sobą próbkę perfum Kenzo!!
Druga sprawa to koszykówka. Bardzo ważna dla mnie. Otóż zaczęły się treningi (były już dwa ;p), jest nawet sporo dziewczyn. Wydaje mi się, że będzie tak fajnie, jak w zeszłym roku. Mam nadzieję, że tek będzie. Przynajmniej ja staram się tworzyć wokół siebie przyjazną atmosferę. Trochę patetycznie to zabrzmiało, ale doszłam ostatnio do pewnych wniosków. Nieustannie się zmieniam i to jest naturalne, bo każdy człowiek się zmienia, a szczególnie młodzi ludzie, którzy, podobnie jak ja, szukają siebie. Ale moje spostrzeżenia dotyczą tego, co sprawia, że się zmieniam. Udowodniłam sobie, że mogę sama decydować o tym, co w sobie zmienić. Niestety, nadal nie udało mi się wyzbyć lenistwa ;p, ale widać tak musi być. W końcu należę do trójkąta największych olewaczy ;p. Ale wracając do tematu, zapytałam siebie, czy jestem osobą, którą chciałabym być. Automatycznie nasunęło mi się pytanie, jaką osobą chciałabym być. Pytanie niezmiernie trudne i obszerne, niczym niekończąca się opowieść. Ostatecznie chciałam zmienić w sobie pewne rzeczy. I pod pewnymi względami się zmieniłam, wszyscy mi to mówią ;) Nawet ci, którzy mnie tak naprawdę nie znają. Ale ja nie mam nic przeciwko temu :] I zmieniam się dalej. A przynajmniej się staram.
Kończąc urwany wcześniej wątek, na meczach postaram się grać jak najlepiej, nie bać się piłki i rzucania do kosza ;p W końcu to tylko zabawa. Oby tylko na "widowni" nie było nikogo z moich znajomych ;p, żeby wstydu nie było.
Kolejny temat to moja nauka. Jak już chyba wcześniej wspominałam, skupiam się teraz na czterech przedmiotach: polskim, angielskim, matmie i chemii (co niestety nie do końca przekłada się na oceny z tych przedmiotów). Jeszcze z jako takim zaangażowaniem podchodzę do biologii, niemieckiego i wf-u. A resztę totalnie olewam. W końcu zostałam największym olewaczem, typowo! Obym tylko nie wyszła na tym zbyt negatywnie...
Zauważyłam ostatnio, że nie dość jasno wyrażam swoje myśli i opinie. Czasami mam ochotę powiedzieć emo-tekst: "Nikt mnie nie rozumie!". Mam dwie cudowne przyjaciółki, którym mogę powiedzieć wszystko i ukochaną siostrę, bez której nie wyobrażam sobie świata, każdego dnia dziękuję Bogu za te osoby. Aczkolwiek muszę popracować nad precyzyjniejszym formułowaniem własnym myśli.
Dziś mijają 2 miesiące odkąd znam Kamila...
Chodzę na kurs maturalny z angielskiego, rozszerzony. Atmosfera jest świetna. Mam nadzieję, że Paula nie zrezygnuje i dalej będzie chodzić ze mną.
Jutro jadę z tatą do Grabowa na cmentarz. Bardzo lubię się spotykać z całą rodziną, a właśnie jutro będzie ku temu okazja :)
Piszę tą notkę chyba z godzinę ;p I już mi się oczy zamykają, taka jestem śpiąca. A włączyłam komputer po to, żeby napisać prasówki...
Ech, cała ja...
-----
"I'm the girl with the best intentions
something I should probably mention
I like to get just what I paid for
So I pay and I get and I pay and want some more, more, more"
["I Want Something That I Want" Grace Potter & Bethany Joy Galeotti]
komentarze [3]Lublin i romantyzm ;) >> sobota, 11 października 2008 00:01:42
Jutro jadę do Kasi do Lublina!!! Cały tydzień wszystkim dookoła się tym chwaliłam ;) Tak się cieszę. Chociaż teoretycznie nie powinnam jechać, bo jestem na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego ;p A tak serio, to po prostu nie mam już na nic siły, nie chce mi się uczyć, jestem traaagicznie niewyspana, chyba tak, jak jeszcze nigdy nie byłam (pomijając niedzielę w zeszłe wakacje po nocy w pociągu...to była masakra...). I właściwie to częściowo sama jestem sobie winna... Jak np. teraz. Piszę i siedzę na necie zamiast iść spać... Ech.. Cała ja.
Wiem, dobijająca, nic niewnosząca notka... Stos użalania się nad sobą... Ale nic nie poradzę na to, że akurat mam taki nastrój. Już go sobie poprawiam, słuchając odpowiedniej muzyki, przywołującej wakacyjne wspomnienia. Ale chyba nie pomaga....
--------------------
"I chcę cię bardzo i nie mogę chcieć.
I mieć chcę ciebie i nie mogę mieć.
I dawać wszystko i nie mogę dać.
I brać chcę miłość i nie brać...."
[Akcent "Pragnienie miłości"]
---------------------
Zmiana tematu. Oglądaliśmy dziś na polskim "Wichrowe wzgórza", cudny film. Ten romantyzm coraz bardziej mi się podoba. Z całego oświecenia zdecydowanie najbardziej lubiłam sentymentalizm, czyli nurt zapowiadający romantyzm. Już chcę zacząć czytać "Cierpienia młodego Wertera", ale jakoś nie mogę się zebrać... Może jutro w busie poczytam (o ile nie będę spać ;p). Nie mogę sobie odmówić zacytowania wstępu, niezwykle romantycznego i urzekającego:
"Takiej miłości każdy młodzian czeka,
tak być kochana chce każda dziewczyna;
czemuż w najświętszym z popędów człowieka
tkwi tak straszliwego cierpienia przyczyna?"
[Johann Wolfgang Goethe "Cierpienia młodego Wertera"]
----------------------
Liczę na to, że zmiana miejsca dobrze mi zrobi i da siły na cały tydzień. OK, przynajmniej na niedzielę (nauka) i poniedziałek, bo wtorek jest wolny. Kocham wolne dni! Kocham!
Jeszcze jeden temat: wróżby. Ostatnio naszedł mnie andrzejkowy nastrój. Ze Świeżą, Martą i Agnieszką wróżyłyśmy sobie, zupełnie jak w podstawówce ;) Mi np. wyszło, że będę biedna, będę mieszkać w Madrycie z moim mężem Arturem i 8 dzieci ;p i jeszcze kilka innych rzeczy ;) Uwielbiam andrzejki, to taka fajna zabawa. A muszę zaznaczyć, ze niektóre zeszłoroczne wróżby się spełniły :D
Już się nie mogę doczekać 30 października (tak? nie pamiętam kiedy są andrzejki ;p).
komentarze [0]Szkoła i nieszkoła. >> sobota, 4 października 2008 22:27:35
Dawno nie pisałam.
Aktualnie szkoła wypełnia większość mojego czasu... I właściwie dopiero teraz, na początku października, mogę powiedzieć, że przyzwyczaiłam się do szkolnego trybu życia. Czyli prawie miesiąc zajęło mi przestawianie się z błogiego stanu beztroski wakacyjnej na funkcjonowanie w permanentnym stresie i poczuciu winy, że zaniedbałam pewne rzeczy, na pewne przedmioty poświęciłam niewystarczającą ilość czasu...
Jedna rzecz zmieniła się na lepsze. Niezmiernie ważna sprawa. Moja przyszłość. Mój zawód. Aktualnie mam dwie ciekawe opcje:
-psychologia. Interesujący kierunek, może pomóc mi zrozumieć istotę człowieczeństwa, sposoby myślenia, motywy określonych zachowań, może rozjaśni wizję mojej osoby, mojego charakteru, tego, co robię... Będę mogła pomagać ludziom, lepiej rozumieć ich problemy i udzielać rad, pomóc komuś wyjść z trudnej sytuacji. Najbardziej chyba chciałabym pracować z dziećmi albo z młodzieżą. Bo to jest wg mnie grupa społeczna, wymagająca ogromnej uwagi, oni są (my jesteśmy) przyszłością.
-matematyka. Królowa nauk. Chyba jedyny przedmiot, który sprawia mi przyjemność. Przynajmniej czasami ;) . Chciałabym w przyszłości mieć coś wspólnego z matematyką, zajmować się czymś logicznym. No i po matematyce mogłabym zostać nauczycielką, a ten zawód nadal w pewnym stopniu mnie pociąga... Jest atrakcyjny pod pewnymi względami (ogromna satysfakcja, kiedy ktoś dzięki mnie zrozumiał coś trudnego, wytłumaczyłam mu coś, co było niejasne; dodatkowe zajęcia=dodatkowe pieniądze-korepetycje, prywatne szkoły itp.; wakacje, ferie i stosunkowo krótki tydzień pracy). Stanowi też swoistą alternatywę w razie, gdyby moje plany na przyszłość okazały się niemożliwe do zrealizowania lub niekorzystne dla mojej przyszłości.
Z drugiej strony nie chciałabym całego życia spędzić w szkole. Chcę spróbować czegoś innego, pracy w biurze, wielkiej korporacji, małej firmie, kreatywnym zespole, na własną rękę... Chcę się rozwijać i szukam zawodu, który mi to umożliwi. I jednocześnie będzie moją pasją. Wiem, za dużo wymagam, ale mówię (piszę) o moim przyszłym życiu.
Boję się, że przez kilkanaście lat będę robić coś z przymusu, z obowiązku, z braku alternatywy...
Jeszcze parę słów o moim prywatnym życiu, tzw. pozaszkolnym. Otóż jest ktoś. Ktoś, kogo w pewnym sensie szukałam. Właściwie są dwie takie osoby. Ale jedna z nich była przy mnie już od dawna, a dopiero teraz uświadomiłam sobie, jak bardzo jest mi bliska. Ta druga osoba jest....właściwie jeszcze nie wiem kim. Ale chyba tym, kogo chciałam mieć. Teraz wiem, że chcę czegoś innego. Głębszego. Poważniejszego. Prawdziwego.
Trochę to brzmi jak zaszyfrowana informacja, ale nie będę jej rozkodowywać. Jeszcze nie teraz. Więc po co piszę? Dla siebie. Żeby lepiej zrozumieć, zapamiętać.
-----------------------
""I'm falling, falling for you babe
my feelings are getting stronger"
So why don't you stay with me for a little longer...
(...)
I can see it in your eyes and I can tell by your body heat
Why are you taking so long?
You need me to come and find you, honey?
set your mind at rest, let your dreams run free"
[Imogen Heap "Come here boy"]
komentarze [0]wakacje cz.4, ostatnia >> sobota, 30 sierpnia 2008 21:34:55
Ostatni sobotni wieczór wakacji spędzam samotnie we własnym pokoju, rozmyślając nad ostatnimi dwoma miesiącami. I postanowiłam podsumować w pewien sposób ów cudowny, błogi czas tą oto notką.
A zatem:
"Podsumowanie wakacji 2008 wg K.S. :
-spanie do południa
-przeczytanie kilku naprawdę dobrych książek
-obejrzenie kilku świetnych filmów i seriali
-(mam nadzieję, że nie-)całkowite zapomnienie tego, czego uczyłam się w roku szkolnym
-zwiedzanie Lublina i Warszawy
-nocowanie w akademiku ;p
-nowy kolczyk :DDD
-szaleństwa z chrześniakiem (między innymi na moim nowym placu zabaw ;p) i niańczenie dzieci :*
-nocne spacery po lesie ;)
-troszkę pracy w polu ;)
-troszkę opalania (w tym po raz pierwszy w bikini w moim mieście ;))
-kilka wizyt w tanku
-flirtowanie z chłopakami na fontannach (tylko Aga wie o co chodzi ;p)
-jazda na skuterze
-przetańczone noce
-skradzione pocałunki i męskie serca ;)
-grono nowych znajomych
-zaproszenie na przyszły rok w te same miejsca :D
(...)"
-------------------------------------------
"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi."
[Stefan Wyszyński]
komentarze [1]wakacje cz.3 >> poniedziałek, 18 sierpnia 2008 12:23:47
Po prostu muszę o tym napisać. Ten weekend był (cytuję:) bardzo miły i niezapomniany :) Ale od początku.
Ostatnie 6 dni spędziłam u sióstr ciotecznych i oczywiście jak zawsze tam były to wesołe i szalone dni (i noce :P). Byłam nad obiecaną mi wcześniej Wisłą (gdzie komary dosłownie mnie pożerały...) i grałam w obiecane mi piłkarzyki (wygrałam 3:1 :D ale chyba mój nauczyciel dawał mi wygrać, bo ja przecież nie umiem w to grać, Agnieszka świadkiem). I wreszcie nadszedł długo oczekiwany piątek, czyli impreza w A. Ostatecznie A. zamieniło się na W., czyli jak dla mnie na plus :D. I wszystko byłoby idealnie, gdyby nie jeden drobny szczegół. Otóż w owy piątek nad całą Polską szalały jakieś masakryczne burze, wichury, trąby powietrzne, padał grad i ulewne deszcze. U nas było podobnie... My w środku lasu, szykujemy się do wyjścia, a za oknem ciemno, leje deszcz i błyskawice z każdej strony... Jakaś masakra!
Czekałyśmy już na nasz transport na W., i z coraz większym strachem patrzyłyśmy za okno. Nasza rozmowa ok.21:30:
-Ja się boję burzy...
-Ja też...
-Ja tak samo...
-Ej, dziewczyny, zadajmy sobie pytanie, czy my na pewno chcemy tam jechać?
-TAK!
Samochód stał pod bramą, a my przemokłyśmy zanim jeszcze zdążyłyśmy wsiąść... A dodam, że od domu do samochodu biegłyśmy :P
Jechaliśmy chyba w największą ulewę, dosłownie pomiędzy błyskawicami... Widoczność na drodze wynosiła jakieś 2m :P Zastanawiałam się, co my tu w ogóle robimy, czy ktoś tam w ogóle będzie w taką pogodę. I okazało się, że było nawet sporo ludzi i oczywiście zabawa była jak najbardziej udana :DD Chociaż zapowiadało się zupełnie inaczej...
komentarze [1]wakacje cz.2 >> poniedziałek, 4 sierpnia 2008 23:47:19
Byłam w weekend u sióstr ciotecznych, wybawiłam się z moim kochanym chrześniakiem, w sobotę ponad godzinę siedziałam z nim w piaskownicy :P tak dawno się nie bawiłam w piasku :D
I poznałam nowych ludzi, w ogóle w sobotę to była, jak podsumowała Diana, szalona noc :P
Generalnie trochę się oderwałam od rzeczywistości, chociaż na chwilę przestałam myśleć o tym, co zaprząta moją głowę już od ponad roku... A do czego wróciłam dzisiaj i zepsułam sobie humor :(
Oczywiście mam na myśli wybór zawodu. Cóż by innego...
Aktualnie mam w planach studiowanie matematyki, ale do końca nie jestem przekonana. Zaczynam wątpić czy kiedykolwiek będę zdecydowana na cokolwiek...
Bo może jednak lepiej tą chemię? A może jakieś finanse?
Ostatnio nawet znalazłam w bibliotece książkę pt."Zawód z pasją", jest świetna, opisuje różne zawody w ciekawy sposób, nawet kilka mnie zainteresowało (psychologia, socjologia, finanse, chemia), a kilka zniechęciło (nauczyciel...).
Dlaczego nie mogę po prostu wiedzieć??
--------------------------
"You give me something
That makes me scared alright
This could be nothing
But I'm willing to give it a try
Please give me something
Because someday I might know my heart"
[James Morrison "You give me something"]
--------------------------
Na koniec się jeszcze pochwalę siostrą. Od października będzie studiować medycynę w Lublinie!!!
W ogóle to dostała się na cztery uczelnie, ale wybrała Lublin. Fajnie, prawda?
Ja wiedziałam, że ona się dostanie. Nie było mowy, żeby się nie dostała gdzie chce, za mądra jest.
---------------------------
I jeszcze krótkie inf o moich wakacjach:
-z Agnieszką mamy zamiar opalać się na Borkach i jeździć na rowerach (o ile ktoś doprowadzi nasze rowery to stanu używalności po dłuuugim czasie nieużywania :P)
-w przyszłym tygodniu znowu jadę do tych sióstr :) i jeden znajomy mi obiecał, że mnie zabierze nad Wisłę :P czekam, czekam ;)
-chyba muszę zacząć szkolne zakupy. Uwielbiam je i, co jest dość dziwne, sprawiają, że szkoła wydaje mi się jakaś przyjemniejsza i do tego odległa... :P (chcę mieć koszulkę z napisem "Kocham szkołę, ale tylko w wakacje", totalnie podpisuję się pod tym tekstem)
-miałam jeszcze zamiar przeczytać jakąś lekturę, bo w roku szkolnym to ja się za Chiny ludowe nie wyrobie z czytaniem tech opasłych tomów, ale jakoś tak mnie odrzuca... :P
Dobra, miało być krótko :P
Teraz może bym już poszła spać, bo ostatnio przed 1 mi się nie udało (tak się już przyzwyczaiłam do późnego chodzenia spać, że w ostatnią sobotę jak o trzeciej siedzieliśmy to ja się trzymałam lepiej niż jeden kolega w moim wieku :P)
komentarze [0]wakacje >> środa, 2 lipica 2008 17:27:15
szykuje się lenistwo w domu..
nic dodać nic ująć
komentarze [0]Ach, rok szkolny... >> piątek, 23 maja 2008 21:33:55
Jak obiecałam, tak robię. Otóż jestem w domu. Wczoraj było Boże Ciało. Poszłam z rodzicami na procesję. Założyłam obcasy, więc nóżki troszkę bolały :P
Ciągle wspominam dyskotekę w Wilczkowicach (nie jestem pewna nazwy tej miejscowości). Niesamowicie dobrze się tam bawiłam. Nawiązałam nowe znajomości :D. Po prostu chcę tam wrócić. Liczę, że uda mi się to w wakacje :)
Ale dość już o tym.
Dowiedziałam się, że szykuje mi się wesele w rodzinie, już w czerwcu. Może być fajnie.
Aktualnie sobie odpoczywam od szkoły, bo mam już jej serdecznie dość. Ciągle tylko nauka, obowiązki, nauka... Co za dużo to niezdrowo, prawda?
Niecierpliwie czekam wakacji. Chociaż nie mam zamiaru nigdzie wyjeżdżać, mam już pewne plany.
Po pierwsze - Paweł. Może udałoby mi się pojechać w jego strony...
Po drugie - imprezy :DD z Kasią oczywiście; obiecane od dawna g2
Po trzecie - opalanie. Mam zamiar pięknie się opalić. A jak słonce zawiedzie, to zawsze zostaje samoopalacz :PP
Po czwarte i najważniejsze - ODPOCZYWAM!!!!
Cudowny plan, czyż nie? :D
komentarze [1] >> wtorek, 13 maja 2008 19:40:22
Dawno nie pisałam, a tyle się działo. Mistrzostwa aerobiku, występy w teatrze, diversity i Paweł. Przede wszystkim Paweł.
Nie pisałam, bo nie miałam czasu. I teraz też jeszcze go nie mam, ale już niedługo będę mieć :) Już niedługo trzy dni wolnego, a ja prawdopodobnie zostaję w domu. Więc jest szansa, że się wyśpię :)) I coś napiszę.
komentarze [2] >> piątek, 21 marca 2008 15:22:49
Nic się w moim życiu nie zmieniło. Dalej nie mam pomysłu na przyszłość. I szczerze powiedziawszy, trochę mnie to przeraża... Nawet nie trochę... To mnie niesamowicie przeraża!
Oglądałam dzisiaj film o dziewczynie, która wiedziała, co chce robić w życiu, ale w ostatniej klasie liceum odkryła w sobie nową pasję i całkowicie zmieniła plany. Zrezygnowała z fizyki, o której myślała, że jest jej przeznaczona. Postanowiła zostać łyżwiarką figurową. W pewnym momencie była tak pewna, wiedziała, że nie będzie odwrotu, jak już zrezygnuje z Harvardu. A jednak to zrobiła. Była pewna tego, co chciała robić. I wtedy ja się zaczęłam zastanawiać:
czy kiedykolwiek będę tak pewna tego, co chcę robić? Czy kiedykolwiek w ogóle znajdę coś, co obudzi we mnie taką pasję?
Chyba nie pozostaje mi nic innego jak tylko szukać i czekać....
komentarze [2]Łyżwy, łyżwy... :D >> środa, 20 lutego 2008 14:53:27
Muszę coś napisać o tym dniu. Otóż dziś jest historyczna data:
po raz pierwszy jeździłam na łyżwach! Natalia i Ula też. Umówiłyśmy się o 10.30 przed lodowiskiem, ale dopiero o 11.50 udało nam się wejść. W ogóle nie wiedziałyśmy co robić, jakie łyżwy wypożyczyć. Ostatecznie zdecydowałyśmy się na figurówki ("bo są ładniejsze"). Faktycznie trochę inaczej je sobie wyobrażałyśmy - takie zgrabne, szczupłe, białe. Te, które nam dano bardziej przypominały jednak hokejówki, ale były OK.
W końcu weszłyśmy na lód. Moja pierwsza myśl: "Hmm, ślisko." :P Myślałyśmy, że zaraz wszystkie wylądujemy na tyłkach, ale nie było tak źle. Szczerze powiedziawszy to z całej naszej trójki tylko ja leżałam (dwa razy) i to jak już trochę opanowałam jazdę. Ula stwierdziła, że chyba już za bardzo szarżujemy. :D Możliwe. W każdym razie nie potłukłam się, upadki naprawdę nie były groźne. A sama jazda spodobała nam się tak bardzo, że zdecydowałyśmy przedłużyć naszą zabawę. Natalia spasowała, a my z Ulą ślizgałyśmy się dalej. W sumie spędziłyśmy na lodzie godzinę i 44 minuty :). Nieźle jak na pierwszy raz.
Teraz trochę mnie nogi bolą. Mama twierdzi, że dopiero jutro będą mnie bolały. Mam nadzieję, że się myli, bo jutro znowu chciałam iść na łyżwy.
komentarze [0]Brązowy medal >> niedziela, 10 lutego 2008 12:32:11
Jest medal! Mamy III miejsce w IV Radomskiej Olimpiadzie Młodzieży!
Strasznie lubię grać w koszykówkę, to mi daje taką satysfakcję, ogromną radość... Niestety, nie jestem w tym zbyt dobra, ale przynajmniej robię to, co sprawia mi przyjemność. No i mam kolejny medal. Z szóstej klasy mam już złoty i srebrny. Czyli teraz jest komplet. Przez całe gimnazjum nie grałam. Fajnie jest być w drużynie szkolnej, w ogóle to nasza drużyna jest świetna. Podobno poprzedni skład nie był zbyt fajny.
Chciałam jeszcze napisać parę słów o meczu. Napisałam nawet notatkę do gazetki szkolnej, ale nie wiem kiedy będzie następny numer. Do poprzedniego nic nie napisałam... Może w ferie to nadrobię? W ogóle to straaasznie potrzebuję tych ferii. Jestem zmęczona szkołą, chociaż muszę przyznać, że mecze dodały mi sił i energii. Do tego jeszcze w sobotę w M1 widziałam 2 świetne spódnice! Może sobie nawet kupię którąś. W sklepach były spódnice, jakaś nowość.
A wracając do meczu: po czterech kwartach finałowej gry był remis 35:35. Organizatorzy nie bardzo wiedzieli co mają zrobić. Ostatecznie zarządzili 5-minutową dogrywkę. Ja niestety nie weszłam wtedy na boisko, ale może to i lepiej, przynajmniej wygrałyśmy. Chwilami nie czuję się częścią drużyny, gram tak beznadziejnie, a dziewczyny są takie dobre. Ale nikt mi tego nie wypomina, nie śmieje się ze mnie. Nie poddaję się więc i gram dalej. Ostatnio na meczu sorka mi powiedziała, że ja to się boję rzucać. "Dlaczego ty masz nie trafić? Rzucaj, próbuj!" - to mi się podobało, podniosło na duchu. Następnym razem sobie poradzę - pomyślałam.
Po naszym meczu był jeszcze finałowy mecz o I miejsce, a po nim rozdanie medali. Miałyśmy więc trochę wolnego czasu. Postanowiłyśmy z Aldoną poszukać sklepiku i kupić coś do picia. Jako że znajdowałyśmy się w Samochodówce, pytałyśmy tamtejszych uczniów czy jest w szkole jakiś sklepik. Rozmowa Aldony z jednym z chłopaków:
-Macie tu jakiś sklepik?
-Tak.
-A trafię?
-Nie.
Jak miło. Zapytałyśmy więc następnych dwóch kolesi. Jeden z nich powiedział, że droga jest zbyt skomplikowana i byśmy nie trafiły. Zaproponował więc, że nas zaprowadzą. Z radością przystałyśmy na tę propozycję, bardzo chciało nam się pić. Poza tym perspektywa zwiedzania szkoły w towarzystwie dwóch całkiem fajnych chłopaków nie była znowu taka zła :P. Prowadzili nas różnymi korytarzami, schodami... W pewnym momencie zapytałam, czy odprowadzą nas z powrotem, bo raczej nie trafimy. Zgodzili się. W końcu znaleźliśmy się w korytarzu przypominającym piwnicę.
-Serio tu jest sklepik? - zapytałam. Byłam przekonana, że robią sobie z nas żarty i wyprowadzą nas do wyjścia czy coś takiego, szczególnie że cały czas się uśmiechali. Moje pytanie rozbawiło ich jeszcze bardziej, ale ostatecznie w owej piwnicy sklepik się znajdował. Nawet coś na kształt bufetu. Swoją obecnością wywołałyśmy zainteresowane spojrzenia chłopaków ze szkoły. W końcu dziewczyny w samochodówce to niezbyt częsty widok. Najlepszy był tekst jednego z naszych "przewodników" do starszej pani ze sklepiku:
-Jak to miło jak są dziewczyny, jest z kim pogadać, prawda?
Coś w tym stylu. Ogólnie było miło, zgodnie z obietnicą odprowadzili nas z powrotem na salę gimnastyczną, gdzie reszta naszej drużyny oglądała finałowy mecz.
Jeszcze mi się jedna śmieszna sytuacja z tego spaceru przypomniała. Na którymś z zakrętów w drodze powrotnej. W ogóle to przez cały czas oni niby nas prowadzili, ale to ja szłam z przodu i co chwila oglądałam się za siebie i obok siebie na kolegów, którzy znali drogę. Czułam się jak pod eskortą, szczególnie kiedy jacyś inni uczniowie nas mijali. A wracając do tej śmiesznej sytuacji, to po prostu wybrałam złą stroną i skierowałam się ku schodom. Jeden z kolegów (ten fajniejszy, z kręconymi włosami) uśmiechnął się do mnie i powiedział ze śmiechem w głosie: "A szłaś schodami?". No szłam, ale najwyraźniej nie tymi, chciałam odpowiedzieć, ale tylko się uśmiechnęłam.
Jak już znaleźliśmy się z powrotem na sali gimnastycznej, to ten z loczkami powiedział:
-Polecamy się na przyszłość. :)
Cała ta sytuacja zainspirowała mnie do tego stopnia, że na pewno użyję jej w swojej książce. Bo taki spacer po szkole mógłby być świetnym początkiem wielkiej miłości, o ile kiedykolwiek uda mi się dotrzeć do tego odpowiedniego momentu. Bo ja już mam w głowie ogólny zarys historii głównej bohaterki. Tylko to, co napisałam do tej pory wydaje mi się takie prymitywne. Dla mnie jest czymś wyjątkowym, pewną częścią mnie i mojego życia, ale dla kogoś obcego może być przeciętne, nieciekawe. Już ten niewielki napisany przeze mnie fragment wymaga dodania wielu szczegółów, które scalą poszczególne wątki. A główna bohaterka nie poznała jeszcze swojej prawdziwej miłości. Ma już wprawdzie chłopaka, ale to nie jest TO. Więcej nie zdradzę, wierzę, że kiedyś uda mi się skończyć powieść czy cokolwiek z tego wyjdzie.
Chłopak, który oprowadza obcą dziewczyną po swojej szkole, a szkoła ma wyjątkowo dużo zawiłych korytarzy, tak więc spacer trwa wyjątkowo długo... :D Potem on, znając jedynie jej imię i szkołę, do której ona chodzi przychodzi po nią po lekcjach... Czyż to nie piękny początek? Mogę jedynie dodać jeszcze, że główna bohaterka będzie miała wiele podobnych "sprzyjających okoliczności". Czy będzie umiała je wykorzystać i odgadnąć zamiary adoratorów?
:)
komentarze [2]Szablon: grafika + html:
Niejaka, zdjęcia:
Exoart,
Efco,
Ninazdesign,
IsacG, dla
labyrinth, więcej na
Blogu.